Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 093 978 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Ile sportu w Oscarach?

piątek, 29 lutego 2008 8:38

Dużo, ale tylko w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Co roku kwitnie, od nominacji aż do ceremonii rozdania Oscarów, wielka, ogólnoamerykańska loteria. Trafić 15 na 15 to duża sztuka. Organizatorzy loterii proponują obstawianie tylko najważniejszych (ich zdaniem) kategorii. Do tych nieważnych należy, niestety, kategoria: najlepszy zagraniczny, nie anglojęzyczny, film roku. Katyń w amerykańskiej loterii nie mógł więc startować. Wszystko to świadczy wyraźnie o tym, że Amerykanie zainteresowani są przede wszystkim sobą i własnym krajem. Europa jawi się im jako pięćdziesiąty któryś tam stan. Dlatego dwa zaskoczenia dla mnie to: nagrody dla aktorek i aktorów zagranicznych, zarówno za główną, jak i drugoplanową rolę, oraz brak Oscara dla najlepszego, moim zdaniem, filmu konkursu: Aż poleje się krew. Myślę, że w wypadku nagród aktorskich, to mógł być przypadek, splot różnych okoliczności, zresztą już raz tak w historii Oscarów było. Daniel Day-Lewis od kilkunastu lat gra w filmach amerykańskich, z bardzo dobrym skutkiem, np.: w filmie Martina Scorsese, Gangi Nowego Jorku. Javier Bardem, Hiszpan, gra u braci Coen po angielsku i kojarzy się, z tak licznymi w USA, Latynosami. Tilda Swinton to Angielka. Właściwie tylko Oscar dla najlepszej aktorki, który otrzymała Francuzka Marion Cotillard (za rolę Edith Piaf) można uznać za niespodziankę. Członkowie Akademii nie raz udowadniali, że bardzo lubią nagradzać aktorów, grających w filmach biograficznych. W ostatnich latach byli to, m.in., Philip Seymour Hoffman, odtwarzający postać Trumana Capote, czy też czarnoskóry aktor Jamie Fox, który dostał Oscara za rolę niewidomego piosenkarza Raya Charlesa.


Na koniec zostawiłem, moim zdaniem, najważniejszy argument. Wszyscy późniejsi zdobywcy Oscarów przyjechali do Hollywood na dwa tygodnie przed ceremonią wręczania nagród Akademii. Mnóstwo wywiadów dla TV, radia i prasy zrobiło swoje. Ekipa Katynia pojechała do Los Angeles na dwa dni przed ceremonią, a więc już po zakończeniu głosowania!


Drugie zaskoczenie, o jakim wspomniałem, to pominięcie filmu: Aż poleje się krew w reżyserii Paula Thomasa Andersona, filmu wybitnego, który, w odróżnieniu od zwycięzcy

(To nie jest kraj dla starych ludzi), zajmie trwałe miejsce w historii filmu. Dlaczego tak się stało? Myślę, że przede wszystkim z dwóch powodów. Rok temu najważniejszą kategorię, dla najlepszego filmu roku, wygrała Infiltracja w reżyserii Martina Scorsese. Przeciętny remake filmu z Hongkongu. Wielokrotnie krzywdzony Scorsese, twórca znakomitych filmów: Taksówkarz, Wściekły byk, Chłopcy z ferajny, za które nie dostał Oscarów, został wreszcie doceniony. Podobnie jest z braćmi Coen. Film To nie jest kraj dla  starych ludzi jest filmem dobrym, ale znacznie lepszymi filmami były chociażby Barton Fink, czy Fargo, które jednak Oscarów nie zdobyły. Źle by się stało, gdyby za kilka lat nagrodzono Paula Thomasa Andersona za film znacznie gorszy niż Aż poleje się krew. Bardzo trudno będzie Andersonowi zrobić lepszy film. Saga o pionierach, poszukiwaczach nafty, wpisuje się w tradycję najdoskonalszych, kultowych amerykańskich filmów, od Jak zdobywano Dziki Zachód Henry'ego Hathewaya, po Obywatela Kane Orsona Wellesa.
Być może Anderson przegrał wyścig po Oscara, bo pokazał pionierów jako bezwzględnych, okrutnych i cynicznych kapitalistów. Wiekowi akademicy chcą wierzyć, że ich przodkowie nie byli skurwysynami.      


Podziel się
oceń
4
1

komentarze (32) | dodaj komentarz

LISTA SPIELBERGA

czwartek, 14 lutego 2008 15:44

Wschód jest zawsze czerwony - ta myśl pierwszego sekretarza komunistycznej partii Chin, towarzysza MAO TSE-TUNGA (tak się przyzwyczaiłem pisać, a nie MAO ZEDONG, mówię i piszę Pekin, a nie Beijing), zawarta była w książeczce ze złotymi myślami, które rozdawano w Chinach, w drugiej połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy, w czasie „rewolucji kulturalnej", studenci jechali na wieś, a wieśniacy migrowali do miast. Dziesiątki tysięcy ofiar, nawet jeżeli nie zamordowanych bezpośrednio, to „zamordowanych", jak pianista Fu-tsung, któremu połamano wszystkie palce, aby nie grał wrogiej, imperialistycznej muzyki Chopina!!! Oczywiście od tamtych, upiornych dla Chin czasów, minęło wiele lat. Lat,  przede wszystkim „zamordyzmu" (masakra na placu Tiananmen, agresja na Tybet, aż po kontrolowanie internetu). Nie wiem, jakich sposobów użyto, aby namówić Stevena Spielberga, by wyreżyserował ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Jeżeli jest kibicem, to nie ma o czym mówić. Ja również miewam sny, że reżyseruje otwarcie czy zamknięcie wielkiej imprezy sportowej. Gratuluję Spielbergowi odwagi, że się wycofał. Być może władze Chin „odegrają" się na reżyserze i producencie amerykańskim. Każdy twórca, jak pomyśli, że widownia w Chinach liczy ponad miliard widzów, to może mieć kłopoty z protestowaniem. Przywódcy Chin od wielu lat używali tego, ponad miliardowego, straszaka wielokrotnie. Osobiście było mi przykro, gdy widziałem jak władze, zwłaszcza niemieckie, „kokietowały" Chińczyków. Kanclerz Kohl wybierał się do Chin (co za rynek zbytu!), i film chiński zdobył Grand Prix w Berlinie, wtedy jeszcze zachodnim. Brawa dla Spielberga! Na jego liście znalazła się, co prawda, tylko jedna pozycja (nielegalne dostarczanie broni do Afryki), a nie cała litania łamania praw człowieka w Chinach, ale dobre i to. 15 lat temu wręczałem Spielbergowi „Order uśmiechu", wspaniałą nagrodę od polskich dzieci, dla których zrealizował wybitne filmy, jak : Indiana Jones czy E.T. Nagrodą była szklanka z sokiem z cytryny, którą trzeba było wypić jednym haustem. Widzę to precyzyjnie: Spielberg wypija „cykutę" i uśmiecha się szeroko do młodej, polskiej widowni w Studio Łęg, w Krakowie. Myślę, że ci widzowie sprzed 15 lat, kibicują mu do dziś i cieszą się, że ich nie zawiódł. 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (12) | dodaj komentarz

MECZ TOWARZYSKI

czwartek, 07 lutego 2008 13:00

Zawsze zazdrościłem trenerom piłkarskim, że mogą rozgrywać spotkania towarzyskie. Jest to wyjątkowa okazja, aby coś sprawdzić „w boju", aby mieć dodatkową próbę generalną przed tym decydującym meczem. Reżyserzy filmowi są takich szans pozbawieni, i dlatego reżyseria filmowa jest najtrudniejsza ze wszystkich pozostałych. W teatrze, wystawiając Hamleta, można odwołać się do istniejących sfilmowanych i opisanych, znaczących spektakli o dramacie na dworze w Elsynorze. W operze podobnie. Mało tego, często wybitni reżyserzy traktują np.: spektakle dyplomowe w Akademiach Teatralnych, jako swoisty poligon doświadczalny. Jerzy Jarocki czy Krystian Lupa „szkicują", realizują „na brudno" spektakle dyplomowe, aby po tym empirycznym spotkaniu z tekstem, zrealizować go w profesjonalnym teatrze.


Reżyser filmowy, podobnie jak saper, myli się tylko raz. Zazwyczaj scenariusz jest oryginalny, a więc to, co realizuje reżyser filmowy, to coś w rodzaju prototypu.


Tak, reżyser filmowy ma prawo być zazdrosny, że trenerzy mają taką kapitalną sposobność, aby zagrać mecz towarzyski. Ktoś może powiedzieć nieprawda, a zdjęcia próbne, czyli tzw. casting? Zdjęcia próbne, jak sama nazwa wskazuje, to zaledwie próba. Szukając najlepszych wykonawców, często partnerem aktora jest asystent reżysera, a nie inny aktor, próby są rejestrowane, aby było szybciej i taniej, bez charakteryzacji i kostiumów. W tych warunkach decyzje są bardziej „na nosa", intuicyjne, niż zweryfikowane konkretną grą u boku partnerów, z którymi można się już spotkać w meczu o punkty. Widzę bardzo istotną zmianę w rozgrywaniu meczy towarzyskich. O ile, od wielu lat było to bardziej „odrabianie pańszczyzny", to obecnie, od kiedy selekcjonerem został Leo Beenhakker, polscy zawodnicy walczą w meczach towarzyskich z niespotykaną do tej pory ambicją. Aż przyjemnie było oglądać naszą reprezentację w zwycięskim meczu z Finlandią. Cztery dni później, skład zbliżony do tego, który wystąpi w finałach ME 2008, pokonał po dobrej grze Czechów, szóstą drużynę świata według rankingu FIFA. Nie wpadam w euforię, tylko jako kibic i reżyser dostrzegam zmianę jakości gry polskiej reprezentacji: są ambitni, waleczni i skuteczni. A to wszystko sprawiło jedno najważniejsze słowo, bez którego nie ma postępu w jakiejkolwiek dziedzinie, już nie tylko sportu, ale wręcz życia: konkurencja. 
    


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (7) | dodaj komentarz

piątek, 18 kwietnia 2014

Licznik odwiedzin:  102 699  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

JANUSZ ZAORSKI reżyser, scenarzysta, aktor i...KIBIC

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 102699

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl