Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 060 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

TSUNAMI

poniedziałek, 28 stycznia 2008 11:07

Tsunami to niszcząca fala, powstała w wyniku ruchu tektonicznego. Jo-Wilfried Tsongo dostał ten przydomek od dziennikarzy akredytowanych przy Australian Open. Od pierwszej rundy, kiedy ciemnoskóry Francuz, nierozstawiony w turnieju, zajmujący dopiero 39 miejsce w światowym rankingu, zaczął zmiatać z kortu przeciwników, zastanowiłem się, jak daleko zajdzie. Po półfinałowym zwycięstwie nad numer 2, Nadalem, wydawało się, że nikt nie zatrzyma Jo Tsunami. Pierwszy set finału potwierdził tę opinię, ale impet zaczął ustępować. Młodszy Djokovic wygrał. Młodszy tylko dlatego, że Tsonga o dwa lata starszy od Serba, bardzo późno zdecydował się na tenis, przedtem rozdrabniając się na inne dyscypliny sportowe. Paradoksalnie, młodszy wygrał rutyną, obyciem na korcie. Nawet laik tenisowy dostrzegłby, iż w czwartym secie Novak Djokovic maiał kłopoty z nogą. Tsunami ominęło nogę. Zamiast zmusić Serba do biegania, Francuz, wobec własnej defensywnej taktyki, musiał biegać po korcie. Przerwa wykorzystana na masaż uda, jeszcze bardziej zdeprymowała francuskiego tenisistę. Myślę, że kibice mieli dosyć agresywnego i nachalnego dopingu w wykonaniu wojowniczej grupki serbskich fanów Djokovica. Po meczu Tsonga, który ma niezłe zadatki na showmana powiedział: „Myślę, że mój tenis jest lepszy niż mój angielski". Dostał wielkie brawa i, podobnie jak Djokovic, dołączył do tej nielicznej grupy tenisistów, o których się mówi, że „mają publiczność za sobą". Kibic jest kapryśny, nie chce, aby ciągle wygrywali starzy mistrzowie. Dlatego Tsonga i Djokovica bardziej będą pamiętać za to, że wyeliminowali mistrzów: Nadala (nr 2) oraz Federera (nr 1), niż za finał, który nie stał na zbyt wysokim poziomie. Kibice, ale przede wszystkim buchmakerzy, są zadowolenia jak nigdy. Same fuksy. Wystarczy uzmysłowić sobie, że w żadnej grze (singel, debel, mieszana), zarówno wśród pań, jak i panów, w finale nie zagrali zawodnicy rozstawieni z nr 1 czy 2. Fale tenisowego tsunami zmiotły faworytów i bardzo dobrze, to jedna ze wspaniałych cech sportu: „Mistrz nie będzie pewny dnia, ani godziny".


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

RADWANSKI SISTERS

poniedziałek, 28 stycznia 2008 10:09

Jak przegrywać, to w dobrym towarzystwie. Agnieszka Radwańska odpadła w ćwierćfinale Australian Open (wszyscy w Polsce popełniają błąd, bo mówi się: Ostreljen) razem z Sereną i Venus Williams. Sądzę, że już niedługo w tenisowym świecie pojawią się nowe siostry: Agnieszka i Urszula Radwańskie. Syrena i Wenus bardziej myślą o modzie, kreacjach na wybiegu i medialnej karierze, niż o porządnym tenisowym graniu. Spuszczone ze smyczy przez tatusia - potwora, który katował je bezdusznym treningiem, usamodzielniły się wreszcie. Coś mi się wydaje, że w przyszłym roku sporadycznie będziemy widywać siostry Williams na korcie, i to bardziej w pokazówkach, niż turniejach Wielkiego Szlema. Siostry z USA dostały bardzo bolesną lekcję od nastolatek z Serbii. W kolejce dobierania się do skóry pannom Williams czeka kilka „zgłodniałych" Rosjanek. A propos Rosjanek, wielkie sukcesy Agnieszki Radwańskiej zostały bardzo zauważone. Wygrane z nr 2, Kuźniecową, a potem z nr 14, Pietrową to świetna passa starszej z sióstr. Zbyt optymistycznie podszedłem do spotkania Radwańskiej z Hantuchovą, wręcz upatrując w Polce faworytkę. Słowaczka zagrała tak, jak powinna grać Radwańska: ostro i agresywnie. Goniła Polkę, od jednej bocznej linii do drugiej, nie dając chwili wytchnienia. Zaskoczona dynamiką zagrań Danieli, Agnieszka pogubiła się. Hantuchova sądziła, że taka sama taktyka wystarczy na Anę Ivanovic. Gdyby Słowaczka wygrała jeszcze dwa gemy, to Serbka albo by odpuściła, albo się załamała. Po ośmiu gładko przegranych gemach, Ana zaczęła się odgryzać i stało się niemożliwe! Losy spotkania odwróciły się diametralnie, w efekcie, pewna swego Słowaczka poległa 6:0, 3:6, 4:6. Kolejny mecz, gdzie ta, która wygrała więcej piłek, przegrała mecz. Bo w tenisie trzeba, jak w życiu, zdobywać te najważniejsze punkty. Chciałbym bardzo, aby te decydujące piłki wygrywały Radwanski sisters.

P.S. "It is a long way to Tiperrery"! Siostry Bondarenko wygrały debla w Ostrejlen Ołpen!


I co na to Agnieszka i Urszula?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

POLSKA – TENISOWE MOCARSTWO

poniedziałek, 21 stycznia 2008 15:13

Australia jest „open”, przynajmniej do 3 rundy dla polskich tenisistek i tenisistów. To gigantyczny sukces polskiego tenisa. Jak do tego doszło? Na pewno trzeba podziękować poprzednikom, z Kasią Nowak i Magdą Grzybowską na czele, które „przetarły” szlak. Na pewno Ryszard Krauze  i jego sponsoring dużej grupy tenisistów i tenisistek, oraz organizowanie turniejów w Sopocie i Warszawie. O, paradoksie!, kiedy zaczynamy odnosić największe w powojennej historii sukcesy tenisowe, oba turnieje, prawdopodobnie znikną z tenisowej mapy! Niezależnie, jak potoczą się sportowe losy Agnieszki Radwańskiej i Marty Domachowskiej, fakt, że znalazły się w elitarnym kręgu 16 najlepszych singlistek wielkoszlemowego turnieju, jest wielkim sukcesem dla sympatycznych panienek i polskiego tenisa.

Na półmetku turnieju, po siedmiu dniach gier, to Agnieszka stała się sprawczynią największej sensacji turnieju. Zwycięstwo, i to tak wyraźne, (6:3, 6:4) nad rozstawioną z numerem 2 w turnieju Kuźniecową, udowadnia, że wcześniejsze zwycięstwa (np. nad Szarapową) nie były przypadkowe. Oglądając Agnieszkę Radwańską mam satysfakcję, wygrywa na korcie „głową”, czyli inteligencją. Nie mając, podobnie jak Domachowska, atletycznych warunków fizycznych „ogrywa” tzw.: killerki, jak: Kuźniecowa i Szarapowa, taktyką. Jestem pełen podziwu również dla Marty. Zwycięstwo nad Chinką było jej trzynastym (szczęśliwym) po kolei wygranym pojedynkiem na korcie. Dodajmy jeszcze sukcesy „Frytki” i „Matki” w deblu i mamy największą sensację światową. Otóż, w kwalifikacji najlepszych krajów, po siedmiu dniach turnieju „Australia Open”, Polska prowadzi! Tak! To nie jest przekłamanie! Po prostu żadna z zawodniczek i zawodników polskich nie odpadła z turnieju (z 11 Rosjanek odpadło już 5). Można dyskutować, czy ta tabela ma sens, i czy została dobrze, czytaj: sprawiedliwie, wymyślona, ale fakt jest faktem. W styczniu 2008 roku Polska jest tenisowym mocarstwem. Chwilo jesteś piękna, obyś trwała wiecznie…

P.S. Chwila trwa… Agnieszka Radwańska pokonała kolejną „atletkę” tenisa, Pietrową. W ćwierćfinale będzie grała z Hantuchową. Powiem Wam, że Agnieszka (29 miejsce) jest dla mnie faworytką w spotkaniu z Hantuchową (nr 9 w Melbourne). Mam tylko jeden problem. Jak pracować, skoro od 01 w nocy do 13.00 w dzień, oglądam mecze Australian Open?     
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  167 488  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

JANUSZ ZAORSKI reżyser, scenarzysta, aktor i...KIBIC

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 167488

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl