Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 705 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

C.D.N.

sobota, 29 grudnia 2007 21:22

Stefan Szczepek w swoim dziele Moja historia futbolu pisze również o innych, poza stadionem piłkarskim, obiektach sportowych, na których również ja bywałem. Strona 52: „Problemem Torwaru był przez długie lata brak dachu. Opowiadano w związku z tym dykteryjkę, że juniorzy Legii zostali mistrzami Polski w hokeja, bo zdobyli zwycięską bramkę, kiedy nad Torwarem przeleciał śmigłowiec, a ich przeciwnicy z prowincji stanęli i zadarli głowy, żeby go obejrzeć”. Ja najbardziej pamiętam z Torwaru mecz tenisowy, w którym Skonecki spotkał się ze słynnym z mocnych uderzeń Ayalą z Chile, wtedy chyba szóstą rakietą świata. Pan Władysław kazał kortowym lać przez całą noc wodę na kort, żeby stał się miękki i wolny. Ten fortel pozwolił Skoneckiemu sprawić wielką sensację i wygrać z Ayalą. Trenowałem wtedy w Legii tenis, ale oddajmy głos Szczepłkowi: „Po drugiej stronie boisk treningowych, od strony Kanału Piaseczyńskiego, znajdują się korty tenisowe - historia tego sportu w Polsce. Nim na nowym korcie centralnym (zbudowanym na 50-lecie klubu) Wojciech Fibak zmierzył się z Bjoernem Borgiem, wcześniej grała tam Jadwiga Jędrzejowska, a Ignacy Tłoczyński zwyciężał Niemców w meczu o puchar Daviesa w roku 1939”. Moja tenisowa Legia to późne lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte. Z kariery zawodowej nic nie wyszło. Siedziałem na kortach od rana do wieczora, zamiast chodzić do szkoły. Ojciec zamknął rakietę w szafie i tak zakończyłem karierę tenisową. A ponieważ prosto z kortów chodziłem do kina, ta pasja przeważyła i zostałem reżyserem. Może nakręcę jeszcze film o tenisie? Wspomnienie Skonieckiego, który zakładał się, że grając patelnią, a nie rakietą wygra spotkanie (i wygrał!), prześladuje mnie w snach. Często chodziłem na basen Legii i znowu, cytując Szczepłka:… „basen Legii stał się letnim salonem towarzyskim Warszawy. Przychodziły tu: Agnieszka Osiecka (członkini sekcji pływackiej Legii), Kalina Jędrusik, aktorzy: Mieczysław Czechowicz i młody Karol Strasburger (obydwaj członkowie sekcji gimnastycznej), Tadeusz Pluciński, Jerzy Gruza, Bogdan Łazuka, Leopold Tyrmand (też członek Legii). Bywali również: Stanisław Dygat i Tadeusz Konwicki…” Dodałbym jeszcze Jana Englerta i Barbarę Sołtysik oraz, nieskromnie, siebie i brata Andrzeja, aktora, a także Stanisława Tyma. Staszek miał jeden fantastyczny pomysł, jak „na gapę” wchodzić na basen Legii i w dodatku pływać samemu. Od ulicy Czerniakowskiej przeskakiwał płot, wcześnie rano, w czasie, gdy basen był dla postronnych zamknięty z powodu treningów sekcji pływackiej. Tym podchodził do znużonych treningiem pływaków leżących na trawie i pytał: No jak, niezła była zabawa wczoraj? Zawsze trafiał. Towarzystwo pływackie codziennie „balangowało”, więc wspólny temat, kto ile wypił i w jakim czasie „fraternizował” towarzystwo. Pod koniec Tym retorycznie pytał: To co, mogę popływać? Jasne – odpowiadali pływacy, zadowoleni z barwnych opowieści znanego dziś satyryka. Tym skakał „na bombę” i przez pół godziny nie niepokojony przez nikogo był „właścicielem” basenu Legii.

Muszę sprostować jedną wiadomość. Otóż, na stronie 54 Stefan Szczepek opisuje mecz piłkarski „aktorzy kontra dziennikarze”. Wszystko się zgadza. Kontuzjowany Jan Englert opuścił stanowisko, aby (udanie) egzekwować rzut karny. W tym czasie ja pozwoliłem sobie na żart i przez megafon ogłosiłem: gola dla drużyny aktorów strzelił Andrzej Zaorski. Po prawie czterdziestu latach przyznaję się do kumoterstwa.

We wstępie do tomu drugiego, Stefan Szczepek pisze: „Będę szczęśliwy, jeśli to, co napisałem, przypomni Państwu własne piłkarskie przeżycia i fascynacje, dla każdego inne”. Nic dodać, nic ująć. Moja historia futbolu to książka do wielokrotnego używania. Coś czuję, że co pewien czas będę do tych dwóch tomów powracał, snując: „Moją historię, nie tylko futbolu”.
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

SPORTOWE WYDARZENIE ROKU 2007

sobota, 29 grudnia 2007 21:19

Zdziwię was, ale może nie wszystkich, swoim wyborem najważniejszego sportowego wydarzenia mijającego roku. Otóż, żaden wynik, rekord, zwycięstwo nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak lektura dwutomowej encyklopedii: Moja historia futbolu, autorstwa Stefana Szczepłka. Wyjątkowość tych dwóch tomów polega na tym, że encyklopedię czyta się jak beletrystykę, jak sportowy serial w odcinkach, które wyznaczają kolejne mistrzostwa kraju, europy i świata. Autor, dojrzewający piłkarsko i dziennikarsko w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, towarzyszył piłce nożnej w jej najlepszych latach. Od klubowych sukcesów Górnika Zabrze i Legii Warszawa, aż po sukcesy reprezentacji narodowej za czasów trenera Górskiego, Gmocha i Piechniczka. To bardzo ważne. Szczepłek nie unika subiektywnego spojrzenia, komu trzeba, daje rózgi, bądź, gdy na to zasługuje, chwali. Powiodło się najtrudniejsze zadanie: połączenie obiektywnych faktów z ich subiektywną oceną. Dla mnie dodatkowo jest to dzieło pokoleniowe i jako „świadek epoki”, który bywał na tych samych stadionach co Szczepłek, zaświadczam, że autor pisze prawdę. Na przykład, strona 52, tom II - „Polska’: „Jak na wszystkie stadiony w Polsce, także i na Łazienkowską młodzi ludzie wchodzili na gapę… na Legii nie stosowano słynnej poprzeczki, która pojawiała się w Krakowie i na Śląsku. Wisiała na wysokości niewiele ponad metr i kto przechodził pod nią wyprostowany, ten nie musiał płacić…Gdy byliśmy starsi, wchodziło się na gapę od strony Kanału Piaseczyńskiego…” W tym miejscu Stefan Szczepłek szczegółowo opisuje, co się czasami działo, gdy pilnującymi wejście byli nie starzy kontrolerzy, lecz młodzi żołnierze poborowi. Odsyłam zainteresowanych do stron 52-54. Sam w ten sposób wchodziłem na Legię, ale często się nie udawało. Znany aktor, Stefan Friedman, opowiadał mi kiedyś, jak będąc już dorosłym, chciał na gapę wejść na Legię. Pech polegał na kilku sprawach: wypił piwo i nie miał na bilet. Tego dnia (28.10, imieniny Tadeusza) na komisariacie na Wilczej, gdzie odstawiono złapanego Friedmana, był tłok.

- Piłeś? – spytał zapracowany sierżant dyżurny

- Jedno piwo – zgodnie z prawdą odpowiedział Stefan

- Do izby wytrzeźwień! Zaordynował nie znoszący sprzeciwu milicjant

Na ulicy Kolskiej, gdzie mieściła się „wytrzeźwiałka”, Friedman usiłował tłumaczyć, że to pomyłka, że jest trzeźwy jak świnia.

- Tak? – spytał pracownik w białym kitlu. – To sprawdzimy. – Pracownik z pomocą kredy narysował na podłodze bardzo krętą linię ciągłą.

Proszę przejść po tej linii – nakazał.

Stefan ostrożnie stąpał po krętej linii i usłyszał rechot pracowników w kitlach.

- O, widzicie jak się zatacza…

Zamknięty w izolatce (za awanturę, że jest trzeźwy), zaczął walić w drzwi. Dwumetrowy goryl otworzył drzwi do celi i spytał:

- To pan pukał?

Nie – wyparł się Friedman i do rana przesiedział „w kucki” na kamiennej podłodze. Tak czasem kończy się miłość do piłki nożnej. Ciąg dalszy nastąpi.  
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Najlepszy czy najpopularniejszy

czwartek, 20 grudnia 2007 12:50

Koniec roku 2007 zbliża się, więc czas na plebiscyty… Na początek, „sportowiec roku”. Nieporozumienia związane z tym plebiscytem, organizowanym od ponad 70 lat przez „Przegląd sportowy”, wyraziście zabrzmiały dysonansem w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. „Przegląd” związał się z Polsatem i zrezygnował ze współpracy z telewizją publiczną. Ta ostatnia, żeby wypełnić lukę, stworzyła swój własny plebiscyt, który niespodziewanie wygrał piłkarz Citko. Za to, że strzelił gola Anglikom na Wembley, w dodatku w meczu, który polska reprezentacja przegrała. Gdyby TVP ogłosiła konkurs na najpopularniejszego sportowca, wybór Citki nie zdziwiłby nikogo. Błąd polegał na tym, że plebiscyt reklamowano jako wybór najlepszego sportowca roku. Przypominam to zdarzenie, gdyż obawiam się, że czeka nas „powtórka z rozrywki”. Przyglądając się zgłoszonej dwudziestce kandydatów na sportowca roku, wydaje się, że bezapelacyjnie wygra Ebi Smolarek. Po pierwsze, bo polska reprezentacja w piłkę nożną zakwalifikowała się po raz pierwszy w historii do finałów Mistrzostw Europy (7-29 czerwca 2008). Po drugie, piłka nożna jest niewątpliwie najpopularniejszą drużynową dyscypliną sportową (nie tylko w Polsce). Po trzecie, Ebi zdobył wszystkie 5 goli w dwóch najważniejszych meczach z Portugalią i Belgią. Czyżby więc znowu najpopularniejszy wygrał z najlepszym. Trochę ci najlepsi w tym roku obniżyli loty. Małysz, świetny na początku roku, pod koniec nie „łapie się na pudło”. To samo dotyczy Kubicy.

Lekkoatleci nie zdobyli jednak złota na Mistrzostwach Świata (Plawgo, Jesień).

Ciężarowcy (jak wyżej)

Wśród siatkarek wyraźna obniżka.

Świetni wicemistrzowie świata w piłce ręcznej, ale trudno kogoś specjalnie wyróżnić, bo nie było prawdziwego lidera drużyny.

Gollob znowu o krok od pudła indywidualnego. Może pływacy? Chyba, że głosujący znudzili się ciągłymi zwycięstwami Otylii. Może Sawrymowicz, lub Paweł Korzeniowski? Mój ulubiony tenis? Wielkie sukcesy Agnieszki Radwańskiej, 25 miejsce w rankingu światowym, to najwyżej ze wszystkich polskich tenisistek. Lecz to jednak nie elita, nie pierwsza dziesiątka. Wydaje się, że pierwsze miejsce Smolarka jest niezagrożone. Za rok będzie na pewno bogato! Zwłaszcza po sierpniowych Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Wielu pozytywnych, sportowych emocji w Nowym 2008 roku życzy czytelnikom Wirtualnej Polski

Janusz Kibic Zaorski
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  165 244  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

JANUSZ ZAORSKI reżyser, scenarzysta, aktor i...KIBIC

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 165244

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości