Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 178 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

OSCARY

środa, 28 lutego 2007 13:41
Wyścig po Oscary – to brzmi bardzo sportowo. W Stanach Zjednoczonych bardzo popularny jest rodzaj totalizatora filmowego. Najpierw obstawia się, ile nominacji dostanie dany film. Potem, już po oficjalnych nominacjach, obstawia się, kto zwycięży w poszczególnych kategoriach. Wysokie wygrane powodują, że „cała Ameryka” emocjonuje się nie tylko tym, kto wygra według członków Akademii, ale również, kto z obywateli USA, przewidzi gust, smak i poglądy ponad 5000 członków Akademii Filmowej i wyciągnie z tego średnią. Coraz łatwiej przewidzieć, kto zdobędzie Oscary, nawet z polskiej perspektywy. Klimat Kalifornii służy długowieczności. Średnia wieku członków Akademii podwyższa się, a jak to z wiekiem bywa: nowość i, nowinki, oryginalne filmy nie cieszą się zbyt dużym poparciem. Być może rok 2007 będzie kiedyś oceniony jako przełomowy, gdyż po raz pierwszy ten najważniejszy Oscar, dla najlepszego filmu, został przyznany Infiltracji w reżyserii Martina Scorsese, filmowi, który jest powtórką (remake) azjatyckiego obrazu. Tu małe wyjaśnienie. Amerykanie pilnie obserwują inne rynki filmowe. W wypadku sukcesu, zwłaszcza kasowego, często wykupują prawa do wersji amerykańskiej. Ta działalność amerykańskich agentów (filmowych, oczywiście) nasiliła się ostatnio i objęła również rynek literacki (polskie przykłady, to np.: świetna powieść Libery Madame czy udany Kiler, Machulskiego). Problem w tym, że bogate, wielkie studia amerykańskie wykupują, ile wlezie na wyścigi, byle tylko konkurenci z innych wytwórni filmowych ich nie ubiegli. A potem chomikują. Ideologia: „najważniejsze, żeby konkurenci nie zrobili dobrych filmów” zaczyna przeważać nad poprzednią: „zrobić lepszy film niż konkurenci”. W odróżnieniu od wieku amerykańskich akademików, publiczność kinowa w USA jest coraz młodsza. Oznacza to nacisk producentów na scenarzystów i reżyserów, aby filmy były jeszcze bardziej zrozumiałe, co może prowadzić do prostactwa i infantylizacji. Na szczęście są jeszcze producenci niezależni, z ambicjami, są utalentowani reżyserzy i mający ambicje reżyserskie aktorzy. Za rok spróbujemy razem wytypować, kto zdobędzie Oscary w roku 2008. 
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (200) | dodaj komentarz

Po co filmy o sporcie?

poniedziałek, 26 lutego 2007 13:36

Jeszcze kilkanaście lat temu nikt by takiego pytania nie zadał. Od angielskich „młodych gniewnych” z ich filmami Samotność długodystansowca, czy Sportowe życie, po Rydwany ognia, Wściekłego byka, czy w wersji popularnej Rocky’ego, sport może nie królował, ale był obecny na ekranach. Polowa lat osiemdziesiątych to gwałtowny rozwój mediów elektronicznych. Powstaje wiele telewizji prywatnych, a w związku z tym przybywa kanałów czysto sportowych. Dzisiaj TVP, Polsat i TVN mają już swoje odrębne kanały sportowe (każdy na innej platformie, ewenement w skali światowej!). Transmisje „na żywo”, ich niezliczona ilość (bo dodajmy jeszcze Eurosport i dostępne drogą satelitarną kanały zagraniczne), powodują, że refleksja o sporcie została wyparta z telewizji i kina. Na przykładzie sportu wyraźnie widzimy, jak zmieniła się i zmienia cywilizacja. Fair play i szlachetna idea barona Pierre’a de Coubertin, mówiąca o tym, że sam udział jest ważniejszy niż zwycięstwo, dziś bardzo wielu śmieszy. Szybciej, mocniej, dalej – często na dopingu, faulując przeciwnika.

Międzynarodowy Festiwal Filmów i Programów Sportowych, który odbył się w warszawskim Centrum Olimpijskim, a którego miałem przyjemność być jurorem, był półfinałem. Pięć filmów, zwycięzców w poszczególnych kategoriach, weźmie udział (podobnie jak półfinaliści z kilku innych krajów) w wielkim finale, który będzie miał miejsce w październiku w Mediolanie. Poziom warszawskiej imprezy był nierówny. Najgorzej wypadła kategoria filmów fabularnych. Banał i stereotyp przebijał z każdego tytułu. Najmniej wyczuwało się go w amerykańskim filmie Gol, opowiadającym historię zawrotnej kariery meksykańskiego nastolatka, który z Los Angeles trafia do Newcastle i występuje w drużynie razem z autentycznymi graczami (Shearer, McBride). Bajka, ale w miarę wiarygodnie opowiedziana. Amerykanie otrzymali też drugą nagrodę za dokument Bullrider, lepszy od najlepszego westernu, pokazujący jak trudno „osiodłać byka”. Pokazano wiele filmów, wspaniale zrealizowanych, z dużymi budżetami, ale naskórkowych, zewnętrznych, jak choćby film o Rogerze Federerze, chłodny i spokojny, podobnie jak ten wielki tenisista na korcie. Jurorów ujęły filmy znajdujące się na drugim biegunie. Chookhe (Czuki), to rodzaj zapasów – trzydniowe święto, niewiele zmieniające się od wieków. Całe rodziny dopingują zapaśników, którzy całują się przed i po stoczeniu bardzo brutalnej walki. Nie rozumiemy perskiego języka, ale nie potrzebne są napisy – emocje, okrzyki, wszystko jest czytelne. Po zawodach wszyscy rozchodzą się, tylko para maluchów ćwiczy chookhe.

Film nepalski, Team Nepal, to rewelacyjny dokument o tym, jak drużyna młodzieżowa schodzi z gór i jedzie do Indii na mecz. Napięte stosunki między Delhi i Katmandu odbijają się na piłce nożnej. Mimo że Nepalczycy wygrali z drużyną z Patmy, sędziowie każą mecz powtórzyć (skąd my to w Europie znamy?) i w efekcie Patma wygrywa 1:0. W Warszawie Nepal wygrał wyraźnie ze wszystkimi rywalami.

A gdzie my w tym wszystkim? Znam większość naszej twórczości „około” sportowej i śmiem twierdzić, że nie dokonano najlepszej selekcji. Osobiście żałuję, że „o włos” przepadł bardzo oryginalny program Ogień olimpijski – medaliści, w reżyserii Michała Zabłockiego, dawniej świetnie zapowiadającego się szablisty, któremu kontuzja uniemożliwiła karierę, a obecnie poety i reżysera. Ojciec Michała to przecież olimpijczyk, mistrz szabli, architekt Wojciech Zabłocki. Niedaleko pada jabłko… W kategorii filmu fabularnego Polska nie była reprezentowana. Ze zgrozą uświadomiłem sobie, że ostatni fabularny film polski o tematyce sportowej to mój Piłkarski poker, rocznik 1989. Ja nie chcę tego rekordu, niech mnie ktoś pobije! Film irański pokazuje, że sport jest zrozumiały mimo barier językowych. Jestem przekonany, że miliardowa telewizyjna widownia całego świata, oglądająca Igrzyska Olimpijskie, rozumie reguły gry, język sportu, najpopularniejszy język świata.  

Nagrody Międzynarodowego Festiwalu Filmów i Programów Sportowych,

Warszawa, Centrum Olimpijskie PKOL, 17-19.02.2007

 
  1. Kategoria Filmy Fabularne: Gol. Reż. Danny Cannon, USA.
  2. Kategoria Filmy Dokumentalne – Sporty Drużynowe: Team Nepal, reż. Girish Giri, Nepal.
  3. Kategoria Filmy Dokumentalne – Sporty Indywidualne: Bullrider, reż. Josh Aronson, USA.
  4. Kategoria Reportaż: Chookhe, reż. Jamshid Mojadadi, Mohammad Taghi, Ali Abadi, Iran.
  5. Kategoria „Duch Olimpizmu”: The Calling, reż. Paul Hart, Kanada.
 Nagroda Specjalna dla filmu polskiego W blasku złota i nadziei, reż. Justyna Szubert-Kotomska, prod. TVP SA.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Z pamięci…

poniedziałek, 19 lutego 2007 11:16
Chcę państwa namówić na podróż w czasie. Pretekstem będzie książka Erwina Axera: Z pamięci oraz spektakl według prozy Marka Nowakowskiego p.t. Wagon, w adaptacji i reżyserii Krzysztofa Zaleskiego w warszawskim Teatrze Współczesnym. Ten teatr w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku był najlepszym teatrem w Polsce, a być może w Europie. Z wypiekami na twarzy oglądałem Łomnickiego w Karierze Artura Ui Brechta, czy Fijewskiego, Czechowicza i Michnikowskiego w Tangu Mrożka. Mrozowska, Gordon-Górecka, Kreczmar, Bardini, Zapasiewicz –tworzyli wielkie kreacje „pod batutą” dyrektora i reżysera Erwina Axera. Każdy spektakl był wydarzeniem, a reżyserowali tam najlepsi z najlepszych: Swinarski czy Towstonogow. Sięgnąłem chętnie po ksiązkę Z pamięci , chcąc odtworzyć atmosferę lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Efekt przerósł moje oczekiwania. Skromność autora powoduje, iż niejako w roli obserwatora staje on z boku, wybijając na pierwszy plan innych. Część tekstów znałem z lektury w „Dialogu”, ale dopiero skomasowane mówią tak wiele ważnych prawd o czasach i autorze. Na czym polega fenomen Erwina Axera? Otóż tzw. kindersztuba, gruntowne wykształcenie, dobre wychowanie, to zaplecze, które jest niezbędne, aby świadomie przejść aż przez dwa wieki! Trafność obserwacji i prawdziwe charakterystyki postaci powodują, iż dostałem do lektury rodzaj „Lapidarium” nie tylko teatralnego, czy reżyserskiego. Axer nie odgrywa się na innych, nie jest nawet złośliwy, a mógłby, choćby w przypadku Tadeusza Łomnickiego, któremu stworzył optymalne warunki do tworzenia. Aktor nie skorzystał z nich, w swej „pazerności” na władzę odszedł ze Współczesnego, założył Teatr na Woli, gdzie manifestacyjnie wręcz wystawiał „antyaxerowskie” sztuki. Wiem, co mówię, gdyż reżyserowałem Na Woli sztukę Edwarda Redlińskiego, którą na próbie generalnej Łomnicki ciągle porównywał do sztuk z Teatru Współczesnego: -Pan to reżyseruje jak Axer – krzyczał do mnie dyrektor Łomnicki. Dla mnie był to największy komplement, dla Łomnickiego obelga. Axer pisze o Łomnickim jako o wielkim twórcy, z wielką atencją oddaje aktorowi należne mu hołdy. W dobie pomówień i napaści warto pamiętać, że „tylko ludzie mali widzą w ludziach wielkich rzeczy małe”. Zdziwony byłem wielce, że pan Erwin oddał po prawie trzydziestu latach dyrektorowania Teatr Współczesny „w ręce” Macieja Englerta. Axer miał jednak rację. Maciej Englert utrzymał wysoki poziom teatru, i tak, bez hucznych jubileuszów, w ubiegłym roku minęło pół wieku Teatru Współczesnego w Warszawie pod kierownictwem zaledwie dwóch dyrektorów. To rekord Guinessa i nie tylko polski. Ostatnia premiera, Wagon według świetnej prozy Marka Nowakowskiego, reprezentuje te same walory, jakie miały prace Axera: udana adaptacja, poszanowanie autora bez dopisywania mu tekstów, co dziś „modne”, gruntowna analiza postaci, a co za tym idzie – świetne role, z kreacjami Damiana Damięckiego i Moniki Krzywkowskiej. Maksymalne wykorzystanie przestrzeni scenicznej, co na scenie w baraku nie jest proste, ale przede wszystkim „myśl płynąca ze sceny”. Proza Marka Nowakowskiego to takie „szumy, zlepy, ciągi” z przedmieść, ze świata, który odchodzi albo odszedł. Ze świata, w którym Axer nie przebywał, ale paradoksalnie wizja PRL-u według Nowakowskiego i Zaleskiego uzupełnia ten uporządkowany, „axerowski” świat. Brudne poczekalnie, zaśmiecone perony, zatłoczone wagony to inny, nie kulturalny, nie mieszczański świat. To świat różnej maści plebejów, proletariuszy bez tożsamości i tradycji, dla których PRL była rajem. Sukces na miarę Mahagony – najlepszego spektaklu Zaleskiego w Teatrze Współczesnym w latach osiemdziesiątych. Luka, przede wszystkim z powodów cenzuralnych, spowodowała, że młodemu pokoleniu Polaków PRL jawi się jako czas śmieszny, paradoksalny, jak w Misiu Berei. Englert, Nowakowski i Zaleski, podążając tropami Axera, przywracają tamtemu czasowi należyte proporcje. To powinna być lektura obowiązkowa, nie tylko dla gimnazjalistów i licealistów. Gorąco poleca.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

niedziela, 23 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  164 774  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

O moim bloogu

JANUSZ ZAORSKI reżyser, scenarzysta, aktor i...KIBIC

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 164774

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl