Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 060 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Rakieta zestrzeliła RAKIETĘ!

środa, 28 marca 2007 13:03

Radwańska pokonała Higins. Agnieszka pokonała Martinę. Sen się spełnił.

Teraz do Was – czytających ten blog. Przypomnijcie sobie o czym żeście marzyli? Jaki cel postawiliście przed sobą? Od kogo chcieliście być lepsi? Jakiego idola mieliście w wieku lat………(rubryka do wypełnienia)?

Agnieszka zrealizowała swój cel. Od dawna sympatyzowała ze szwajcarską (czecho-słowacką?) tenisistką. Martina Hingis, mając zaledwie 15 lat, zwyciężała najlepsze tenisistki świata. Teraz, po 10 latach, my, kibice, traktujemy tę 26-latkę jako weterankę kortów.  Trzymamy kciuki za Martinę, bo po 3 latach przerwy wróciła na korty. Podejrzewam, że te 3 lata oddechu były niezbędne, aby „zajechany” tenisowo organizm mógł dojść do siebie. Aktualna w rankingu nr 6 przegrała z numerem 49. Obie mieszczą się w TOTO-LOTKU (do 49 liczb), ale po zwycięstwie Radwańskiej na pewno miejsca będą inne. Przypuszczam, że Agnieszka wyląduje na około 40 miejscu w kwalifikacji ATP, a Martina może o kilka pozycji spaść. Co dalej? Chciałoby się, aby Radwańska „prześcignęła” wyczyny Magdy Grzybowskiej (najlepszy wynik: 30 miejsce w Challengu) i weszła do drugiej dziesiątki.  Czy to jest możliwe? Jest! Radwańska gra inteligentnie, myśli na korcie i dlatego jest w stanie ograć „atletki” kobiecego tenisa. Liczę, że tak się stanie, również dlatego, że Magda Grzybowska wspomaga radą i doświadczeniem tenisistkę z Krakowa. Rozumiejący tenisowy „cyrek” rodzice Agnieszki, jej siostra Urszula, która też marzy o międzynarodowej karierze oraz Magda Grzybowska – ten kwintet powinien grać długo i w dodatku nie fałszując, czego fanom tenisa i sobie życzy

 Janusz Zaorski
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (102) | dodaj komentarz

DWAJ PANOWIE M

poniedziałek, 19 marca 2007 12:36

Jeden pan M to Małysz, od 6 lat odnoszący wielkie światowe sukcesy w skokach narciarskich. Proszę czytać. Wiem, że część z was jest znudzona. Przez 6 lat Małysz raz na pierwszej stronie gazet, raz na ostatniej. Z kilku powodów warto pamiętać o Małyszu. 17 marca, jeśli mnie pamięć nie myli, 11 lat temu, Adam wygrał pierwsze zawody o puchar świata. Ciąg dalszy kariery to porażki, tym większe, że apetyty rozbudzone zwycięstwem, były bardzo duże. Winą obarczono zagranicznego trenera, potem sukcesy z Polo Tajnerem, ale również gwałtownie przerwane jak zaczęte. Kolejni trenerzy i wciąż huśtawka wyników. Mam poczucie, że zawodowcy piszący o sporcie specjalnie nie podają jednego szczegółu, który w wypadku mistrza Adama jest najważniejszy. Adam Małysz, ze wszystkich aktualnie występujących skoczków narciarskich, ma najmocniejsze wybicie z nóg. Jeżeli nie ma wiatru na skoczni, Adam ma największe szanse skoczyć najdalej. Skocznie, jak wiadomo, zazwyczaj zlokalizowane są w górach, gdzie pogoda, jak kobieta, zmienną jest. Dlatego często tak naprawdę to wiatr decyduje, kto skoczy najdłużej. Nie wiem, jak jest z Ahonenem i z Jandą, ale przecież nie skaczą w tym sezonie gorzej, na złość sobie i swoim kibicom. W zeszłym sezonie królowali. Małysz, bogatszy o 11 lat doświadczenia na skoczniach całego świata, nigdy nie schodzi poniżej dobrego skoku, ale kiedy nie ma wiatru, potrafi skoczyć aż 5,8 metrów dalej niż najlepsi konkurenci. Ale nie tylko za to wielbimy naszego mistrza. Skromność, umiar, pogoda, a przede wszystkim fakt, że przez te kilkanaście lat wielkiej kariery, woda sodowa nie uderzyła mu do głowy, pozostał Adamem, dekarzem z Wisły.

Drugi pan M to Robert Mateja. Rozbudził apetyty kibiców z kraju, zajmując piąte miejsce w mistrzostwach świata. A potem… potem zdarzał mu się tylko jeden dobry skok w konkursie, jeżeli wypadało to w eliminacjach, to wtedy pan Robert startował w konkursie, a jeżeli nie, to wtedy klops. To Robert Mateja, skacząc beznadziejnie w drugiej kolejce drużynowych mistrzostw świata, pozbawił polską drużynę medalu. Od wielu lat jest sfrustrowany brakiem wyników. Nie dziwię się, znajomy operator opowiadał mi zdarzenie z zimowych Igrzysk Olimpijskich w Lake Placed. Mateja po treningowym skoku zmierzał do autokaru, gdy operator zapytał:

Operator: Panie Robercie, prosimy do nas na wywiad

Mateja: A jaka to telewizja?

Operator: Nasza polska, publiczna

Mateja: Od pie…się (i odszedł)

Operator do dziennikarza, który był świadkiem zdarzenia:

Operator: Mam to, mam wszystko, co powiedział, bo wcześniej włączyłem kamerę.

Dziennikarz: Zapomnij, to nie ma prawa pójść na antenę.

 Jestem przekonany, że dziennikarz nie miał racji. A co wy o tym myślicie?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (241) | dodaj komentarz

MOJE SAPPORO

poniedziałek, 05 marca 2007 11:34

Zdobyciem po raz czwarty mistrzostwa świata w skokach narciarskich, Adam Malysz został liderem w klasyfikacji medali w historii tej imprezy. Daj kurze grzędę… chciałoby się od razu, żeby zwyciężył też w klasyfikacji łącznej (igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata razem). To dobrze, bo jest cel, żeby prześcignąć legendy skoków: Birgera Ruuda i Jensa Weissfloga (notabene idola Adama z jego młodości). Zwycięstwo w Sapporo idealnie pasuje do polskiego scenariusza:

1972 rok – złoty medal Igrzysk Olimpijskich dla, wtedy osiemnastoletniego, Wojtka Fortuny;

1997 rok – Adam Małysz wygrywa pierwsze zawody o Puchar Świata w skokach właśnie w Sapporo. Małysz był wówczas jeszcze tak mało znany, że angielski komentator stacji Eurosport mówił o nim Maljas, i wreszcie

2007 rok – Adam z miażdżącą przewagą zdobywa tytuł mistrza świata. Docenili to pozostali dwaj medaliści, Amman i Morgenstern, którzy wzięli polskiego mistrza na ramiona. Wspaniały, spontaniczny gest młodych skoczków dla mnie znaczył więcej, niż tylko oznaka szacunku dla „starego” mistrza. Zobaczyłem kawałek naprawdę zjednoczonej Europy i wspólną radość Polaka, Szwajcara i Austriaka. Odżyły wspomnienia. Moje Sapporo zaczęło się 35 lat temu. W lutym 1972 roku, moja córeczka Kasia miała zaledwie trzy miesiące. Budzik wyrwał mnie z głębokiego snu o trzeciej w nocy – wypadał mój dyżur karmienia córki. Zacząłem przygotowywać mleko i żeby w trakcie tej czynności nie zasnąć i trochę się „rozczmuchać”, włączyłem radio tranzystorowe. Jakaś stacja kończyła nadawanie i usłyszałem Mazurka Dąbrowskiego. Mleko było już ciepłe i zacząłem karmić córeczkę, kiedy usłyszałem głos Bohdana Tomaszewskiego, komentatora sportowego na Igrzyskach Olimpijskich w Sapporo. Pan Bohdan mówił: „Biało-czerwona flaga na najwyższym maszcie. Polak złotym medalistą olimpijskim. Z wrażenia upuściłem Kasię, na szczęście nie obudziła się. Polski hymn wybrzmiał, a Bohdan Tomaszewski mówił i mówił: że flaga łopocze na wietrze, że śnieg pada, że wiatr się wzmaga, a ja z uchem przy radiu nie mogłem się doczekać, aby wreszcie powiedział, który z Polaków zdobył złoty medal i w jakiej konkurencji. Po trzech, najdłuższych chyba w moim życiu kibica, minutach dowiedziałem się, że bohaterem jest Wojtek Fortuna. Z radości natychmiast zbudziłem żonę, pytając: - Wiesz, co się stało?

- Tak – odpowiedziała – zalało kuchnię – i przewróciła się na drugi bok.

Złapałem słuchawkę telefonu. – Andrzejku – krzyczałem do brata – Polak złotym medalistą olimpijskim!

- Januszku – odezwał się zaspanym głosem brat – prosiłem cię, nie pij do rana, idź spać.

Nie poddawałem się. Zatelefonowałem do kumpla, jednego, drugiego – nikt mi nie wierzył. Nie wytrzymałem. Otworzyłem drzwi na balkon i ryknąłem w mroźną noc: - Ludzie! Polak zdobył złoty medal olimpijski! Fortuna złotym medalistą!

W bloku naprzeciwko zaczęły zapalać się światła.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (225) | dodaj komentarz

poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  167 487  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

JANUSZ ZAORSKI reżyser, scenarzysta, aktor i...KIBIC

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 167487

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl