Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 082 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wielokropek

piątek, 27 kwietnia 2007 11:02

Porównania sportu ze sztuką są bardzo zawodne. Wielu ludzi kultury i sztuki zazdrości znanym sportowcom medali olimpijskich z Mistrzostw Świata, Europy, czy Polski… Denerwuje niewymierność w sztuce. Jeden ocenia film negatywnie, inny ten sam film „wynosi pod niebiosa”. „Bardzo podoba mi się ten obraz”, słyszymy w muzeum i natychmiastowa replika: „Przecież to straszny bohomaz”. Myślę, że z tej również przyczyny wymyślono najrozmaitsze festiwale artystyczne. W myśl sentencji „chleba i igrzysk”. Bardzo trudno być jurorem, osądzać dzieła nieporównywalne. Lecz „presja” festiwalowa jest ogromna. Widzowie chcą oglądać na czerwonym dywanie swych ulubieńców, chcą sami być jurorami, stąd tak liczne na świecie wspólne oglądanie, np.: ceremonii rozdania Oscarów. Jak jest u nas? Podobnie, ale od niedawna. Gdy Jan Kociniak zaczynał swoją karierę aktorską nikomu w kraju nie śniło się o festiwalach filmowych, telewizyjnych, czy radiowych. Istniał tylko plebiscyt „Expressu Wieczornego”. Można było zdobyć złotą albo srebrną maskę. Obiegowa plotka głosiła, iż służąca pewnej aktorki co roku wypełniała kilkanaście tysięcy kuponów „na swą panią” z koneksjami rządowymi. Olbrzymia popularność, która spadła na Kociniaka i Jana Kobuszewskiego, z którym w parze występował w „Wielokropku”, w pewnym sensie zaszkodziła aktorowi. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku „zaszufladkowano” Kociniaka jako aktora komediowego, ze skłonnościami do groteski, zapominając, że takie były wymagania programu, które aktor spełniał doskonale. Zdarza się tak często. Pawlik „wyzwolił się” z roli Misia z okienka. Gajos nie został tylko Jankiem Kosem z Czterech pancernych, ale już Mikulski i Karewicz dla wielu zostali Klossem i Brunnerem. Podobny problem miał mój brat, Andrzej, który w telewizyjnym serialu zagrał tytułową rolę w Panu Tadeuszu. Reżyserował Adam Hanuszkiewicz, jednocześnie dyrektor Teatru Narodowego, w którym Andrzej występował. Otóż, nie występował. Hanuszkiewicz nie obsadzał go w żadnej ze sztuk, a gdy w końcu, w bufecie teatralnym, brat zdobył się na odwagę i spytał dlaczego, usłyszał : „bo pan (wielokropek…) jest już Pan Tadeusz”, a przecież sam Hanuszkiewicz obsadził Andrzeja w tej roli… Pan Adam opowiedział dowcip, wszyscy w bufecie się zaśmiali, poza moim bratem.

- A pan, panie Andrzeju, dlaczego się nie śmieje? – spytał dyrektor Hanuszkiewicz.

- Bo ja nie muszę, panie dyrektorze, odchodzę z pana teatru…

Wiele lat Jan Kociniak walczył ze zmianą swojego imydżu (image). Udało się. Dla jednych był Guciem z Pszczółki Mai, dla innych bohaterem telenoweli Samo życie. A dla widzów teatralnych wybitnym aktorem, jak wino, im starszym, tym lepszym, czego ostatnie role Klowna, czy też w „Czaszce…” były najlepszym dowodem. Uwielbiałem z nim pracować, od Awansu i Jeziora Bodeńskiego do ostatniej Janka kreacji w styczniu, w radiowym serialu Towarzysz Szmaciak, gdzie wspaniale zagrał majstra Deptałę. Rola dramatyczna. Deptała to taki pierwszy trybun ludu, który przeciwstawia się złu PRL-u. Niestety, była to ostatnia rola Jana Kociniaka. Żegnaj przyjacielu…
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

KURYL

poniedziałek, 16 kwietnia 2007 11:04

Zapytałem kiedyś w żartach Andrzeja Kurylewicza, czy urodził się na Wyspach Kurylskich? – Tak mi źle życzysz? – odparł. Zreflektował się jednak i po chwili dodał: - Gdybyś naprawdę mi źle życzył, to mógłbyś wybrać jako miejsce moich urodzin Mongolię, leżącą między Związkiem Sowieckim a Chinami – zaśmiał się. Kuryl wiedział, co mówi, gdyż urodził się we Lwowie i dzięki wielkiemu szczęściu wylądował w Polsce, a nie na Syberii. Jego rogata dusza sprawiła, że za granie jazzu usunięto go w 1954 r. z krakowskiej uczelni muzycznej.

Z wielką korzyścią dla polskiego jazzu, zwłaszcza lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.

To był najlepszy „dżezowy” atak polski: Komeda, Kurylewicz, Trzaskowski… Czterdzieści lat temu w „Piwnicy Wandy Warskiej” (oby żona Kuryla i córka Gabriela prowadziły piwnicę aż „do końca świata”), uświadomił mi, wtedy studentowi „Filmówki”, co to jest jam session.

- Możesz całe życie marzyć, żeby w twoim filmie zagrał Henry Fonda, albo Jane Fonda, i choćby z powodów finansowych będzie to niemożliwe, a ja w czasie „dżemu” mogę grać z najlepszymi, po czym żwawo ruszył na piwniczną estradkę. Już po chwili czysty dźwięk jego trąbki fantastycznie współbrzmiał z saksofonem największego multiinstrumentalisty świata, Rolanda Kirka. Dołączyli do nich basista Gucio Dyląg oraz perkusista i pianista z kultowego kwartetu Charlesa Lloyda. Gdyby Kurylewicz urodził się na Wyspach Kurylskich, na pewno uwolniliby go Japończycy i stałby się japońskim Chopinem. Motyw przewodni z serialu „Polskie drogi” to zawarta w muzyce kwintesencja polskiej duszy i polskich losów. Andrzej napisał dla mnie muzykę do „Panien i wdów”. Wiem na pewno, że muzyka była najlepszą częścią składową tego niezbyt udanego mojego filmu. Realizując trzy lata temu offowy film „Lekarz drzew”, zwróciłem się do Andrzeja z prośbą, żebym mógł nieodpłatnie wykorzystać jego utwór „Obsession” . Zgodził się bez wahania. W rewanżu pokazałem w filmie okładkę jego kultowej płyty „Go Right”. Przygotowuję teraz film pod roboczym tytułem „Syberiada polska” i Kurylewicz byl zdecydowanym faworytem do napisania muzyki. Kto go może zastąpić? Jestem przekonany, że Andrzej Kurylewicz gra teraz na niebiańskich pastwiskach. Od dawna czekano tam na światowej klasy trębacza i puzonistę. Graj, Kuryl, graj!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Fura i komóra

czwartek, 12 kwietnia 2007 10:45

Szaleństwo, które ogarnęło w zeszłym roku prawie całą sportową Polskę, zostało wywołane startem Roberta Kubicy w wyścigach Formuły 1. Skąd to się bierze? Otóż, ośmielę się zaryzykować twierdzenie, iż Polaka cechuje miłość (często nieodwzajemniona) do samochodu. Polak może nie mieć mieszkania, ale auto musi mieć i do tego telefon komórkowy (a jeszcze lepiej dwa). Stąd porzekadło, że najlepsza praca to tam, gdzie jest  „fura i komóra”. Pójdźcie w niedzielę na giełdę samochodową! Tylko jeden promil chce kupić auto, reszta wałęsa się, aby „paść oczy” różnymi modelami samochodów. Jak już Polak nabędzie „furę”, to punkt widzenia zmienia mu się wraz ze zmianą punktu siedzenia. Przedtem, z pozycji chodnika, „lżył” właścicieli aut. Teraz, jako kierowca, pogardza przechodniami. Jeden z odcinków serialu Zezem, który realizowałem wspólnie z profesorem doktorem „mniemanologii stosowanej”, Janem T. Stanisławskim dotyczył nauki jazdy samochodem i nazywał się „Chamlet”.  Tytuł wyjaśnia wszystko. Być albo nie być… na pasach – oto jest pytanie. Ubolewam, że jeżeli idzie o kulturę jazdy, to się nie polepszyło, a nawet jest gorzej niż 30 lat temu. Kultury zabrakło mi zarówno w jeździe Kubicy na torze w Malezji, jak i w wypowiedziach po bardzo nieudanym dla niego wyścigu. To dla nas, kibiców, był prawdziwy śmigus dyngus, tyle że o dobę wcześniej. W pierwszy dzień świąt wylano na nas kubeł zimnej wody, antycypując „lany poniedziałek”. Kibice zostali ukarani, bo wierzyli w swego idola, a tu „odwróć tabele – Kubica na czele”. Gołym, nieuzbrojonym okiem widać było, jak pan Robert wypadł z toru (był wtedy trzynasty), gdy wjechał ponownie, został już wyprzedzony przez wszystkich. Mistrz kierownicy ucieka… od odpowiedzialności. „Dlatego zająłem ostatnie, 18 miejsce, bo bolid był niesprawny, wszystko, łącznie z radiem, nawalało”. Trochę pokory, panie Robercie. Gdyby nie pana ewidentny błąd, powodujący blokadę kół i wypadnięcie z trasy, byłby pan co najmniej na 13 miejscu. Słaby rezultat, zgoda, ale nie fatalna, ostatnia pozycja. Wierzę panu, że bolid nie był sprawny, ale niestety kierowca również. Szkoda, że debiutant tego roku, Hamilton, w dwóch startach (trzecie i drugie miejsce) pobił rekord Kubicy z zeszłego sezonu. Ale karuzela kręci się dalej.

Życzę panu Robertowi udanego rewanżu! Niech przeciwnicy zobaczą wreszcie jego plecy i to nie w boksi, a na torze.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

czwartek, 23 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  164 134  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

JANUSZ ZAORSKI reżyser, scenarzysta, aktor i...KIBIC

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 164134

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl