Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 705 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Nadal, nadal?

środa, 30 maja 2007 11:07
Jeszcze w kwietniu, na turnieju tenisowym w Katowicach, grałem cztery godziny. Wydawało mi się, że mam 18 lat, a przecież to nieprawda, bo mam 19. Następnego dnia ledwo chodziłem. Myślałem, że to zakwasy i że samo przejdzie. Z tą myślą wyjechałem na urlop za granicę. Noga lewa nie przestawała boleć. Nie oszczędzałem jej przez trzy tygodnie, zwiedzając Umbrię, Toskanię i Kampanię. Po powrocie do kraju, lekarz pozbawił mnie złudzeń, trzeba wyciąć w lewym kolanie łąkotkę. Typowa sportowa, tenisowa kontuzja. Pocieszam się, że kumpel Darek bez dwóch łąkotek „śmiga” po korcie. Na razie snuje się o kulach po mieszkaniu, żałując, że najwcześniej na korcie mogę się pojawić dopiero za trzy miesiące. Na szczęście inni grają. Kibicuję siostrom Radwańskim i bardzo się ucieszyłem, że w Istambule wygrały finał debla. To naprawdę wielki sukces polskiego tenisa, który zwycięstwami, zwłaszcza w finałach, nas nie rozpieszcza. Właśnie Agnieszce ten sukces był potrzebny (w singlu też było nieźle: ćwierćfinał i momentami wyrównana gra przeciwko Szarapowej), po niedobrym występie w Rzymie. Dzięki węgierskim liniom lotniczym Malev, które zagubiły bagaż Radwańskich, Agnieszka niewiele zdziałała pożyczoną rakietą…Co prawda, w młodości, kiedy trenowałem na Legii, widziałem, jak mistrz rakiety, Władysław Skonecki, grał (o duże pieniądze) patelnią! Tak, taką normalną patelnią, na której się smaży jajecznicę. Pan Władek, tak naprawdę to najbardziej lubił hazard, kobiety i alkohol, a na czwartym miejscu stawiał tenis, ale jednak dzięki wielkiemu talentowi był w swoim czasie trzeci, czwarty w Europie. Niestety, rozterki: bachus czy eros, nie pozwoliły mu liderować, mimo wygranych turniejów w Rzymie czy Monte Carlo. W turnieju Rolanda Garrosa (Francuzi obrażają się, jak się na nazwę French Open – kolejna antyamerykańska fobia?), nigdy po wojnie nie osiągnęliśmy znaczącego sukcesu. Oby w tym roku. Dla Agnieszki to mogą być jeszcze za wysokie progi. Może Urszula w turnieju juniorskim, albo „Frytka” z „Matką” w deblu. Emocje będą, czy nadal. Nadal?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

RESTAURATORZY

poniedziałek, 21 maja 2007 10:55
Życie kibica nie może, tak jak w Polsce, trwać tylko na stadionie, przed telewizorem czy przy czytaniu o sporcie w gazetach. We Włoszech, gdzie ostatnio przebywałem kilka tygodni, zebrałem sporo sportowych doświadczeń, zwiedzając Rzym, Toskanię, Umbrię czy Kampanię. I to bynajmniej nie na arenach sportowych, ale w restauracjach. We Włoszech klimat sprzyja biesiadowaniu. Obiad spożywa się między 12.30 a 15.00. Potem knajpy są zamknięte, zazwyczaj do 19.00 i do ostatniego gościa. Wiedziałem, że piłka nożna we Włoszech to religia, ale że inne sporty też cieszą się wielką estymą – nie podejrzewałem. Utwierdziły mnie w tym zdjęcia we włoskich restauracjach. Od czasu do czasu pojawiają się znane aktorki czy aktorzy (moja żona miała uciechę, jak zobaczyła w Umbrii, w przydrożnej restauracji zdjęcie swojego ulubieńca, Ralpha Fiennesa). Generalnie ściany „wytapetowane” są zdjęciami sław sportu w towarzystwie restauratorów. „Calcio”, czyli piłka nożna króluje i ciekawym jest zorientować się, gdzie i z kim jadł (co?) i pił (ile?) trener Mancini, czy napastnik Batistuta, ale ja zobaczyłem zdjęcie Adriana Panatty – wybitnego włoskiego tenisisty (bardzo podobnego do Paula Mc Cartneya). Już po chwili nawiązał się kontakt z restauratorem. On opowiedział mi, jak Panatta zdobył w Rzymie międzynarodowe mistrzostwo Włoch na kortach ziemnych, a ja zrewanżowałem się wrażeniami, jak Panatta i Barrazutti pokonali naszych tenisistów w Pucharze Davisa 4:1. W Perugii zaszliśmy przypadkowo do tawerny, całej wyklejonej zdjęciami i artykułami z gazet, których bohaterem był zawodowy mistrz świata w boksie: Franke Brenna. Jakież było nasze zdziwienie, gdy widząc nasze zainteresowanie boksem, mistrz pojawił się we własnej osobie. Mimo zaawansowanego wieku, siwych włosów i wyglądu na wagę „lekkopółśmieszną”, obsłużył osobiście nasz stolik, wdając się w dyskusję o boksie zawodowym: Gołota, Adamek, Michalczewski, ale pamiętał również polskich bokserów-amatorów, na czele z Walaskiem, który w finale Igrzysk Olimpijskich w Rzymie niezasłużenie przegrał z Amerykaninem Crooksem. Taka rozmowa sprawiła, iż „frutti di mare” i wino smakowały jeszcze lepiej. „Za komuny” dwukrotny mistrz olimpijski w boksie, Jerzy Kulej prowadził na Starym Mieście w Warszawie lokal o nazwie Ring, w zastępstwie nazwy Nokaut, na którą nie zgodziła się cenzura. Marzą mi się w Polsce restauratorzy, którzy by restaurowali dobre imię polskiego sportu, prawdziwi sportowi pasjonaci, a nie knajpiarze, którzy chwalą się zdjęciami z Dodą Elektrodą i Radkiem Majdanem. Bo popularne, to wcale nie znaczy dobre.  
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

DERBY

wtorek, 15 maja 2007 17:45
Derby rzymskie: Lazio – Roma skończyły się całkowitym remisem. Na boisku 0:0. Poza boiskiem 4:4 (czterech rannych kibiców i czterech rannych policjantów). Dlaczego na całym świecie derby wywołują podobne namiętności. Otóż, chyba dlatego, że sąsiad zza miedzy, z sąsiedniej dzielnicy, tego samego miasta, czy regionu, nie powinien, a dla wielu co gorzej, nigdy nie może być od nas lepszy. Jak się „zbłaźnimy” przed cudzoziemcem (poza Rosjaninem i Niemcem, co ma historyczne uwarunkowania), to pół biedy. Czasami wydaje mi się, że sąsiad potrzebny jest Polakowi, aby odreagować własne kompleksy, zahamowania, frustracje. Nieprzypadkowo utwór „Zemsta” powstał na ziemiach polskich i obowiązuje aż do dziś, nie tylko w sporcie. Derby, zwłaszcza piłkarskie, budzą już nie tylko namiętności, ale agresję, przechodzącą w otwartą walkę. Na czym mają na stadionie siedzieć kibice? Ławki pozostały już tylko w niższych ligach i znakomicie udają sztachety, wyrwane z płotu, w sprawie przysłowiowego już sporu o miedzę. Krzesełka jako przedmiot „rażenia” służą doskonale, bo jak widać moc w kibicu jest tak wielka, że żadna śruba, nit, czy klej nie przeszkodzą mu w wyrwaniu siedziska i dowaleniu nim kibicowi sąsiedniej drużyny. W nasileniu kibicowskiej agresji „pomagają”: sędziowie, piłkarze, trenerzy, spiker zawodów oraz oczywiście sami pseudo kibice. Sędziowie polscy są w większości „uczciwi”, tak jak sędzia z mojego Pilkarskiego pokera, grany przez nieodżałowanego Henryka Bistę, który mówił z ekranu: „ Ja jestem uczciwy, miało być 3:0 i będzie 3:0!”. Siedem lat temu, razem z Materną i Lubaszenko zgłosiliśmy do PZPN-u projekt kursu dla spikerów stadionowych. Cisza do tej pory. Ale nie na stadionach spikerzy „puszą się”, napuszczając swoich na przyjezdnych i często wręcz prowokując bijatyki. Trenerzy, odkąd dla nich też są czerwone kartki, trochę przycichli, za to pozwalają sobie stanowczo na zbyt wiele. Ale tak bywało również w przeszłości, tylko że wtedy chodziło o ośmieszenie przeciwnika, a nie o brutalną grę. Za PRL-u derby warszawskie to był mecz wojsko-milicja (czyli Legia – Gwardia). Resorty te rywalizowały ze sobą wszędzie, zwłaszcza w totalitarnych krajach (hitlerowskie Niemcy czy ZSRR). Jako dzieciak byłem na derbach, gdzie Lucjan Brychczy „okiwał” wszystkich obrońców, bramkarza i zamiast kopnąć piłkę do siatki, zatrzymał futbolówkę tuż przed linią bramkową, padł na kolana i głową wepchną piłkę do bramki. Po takim, ośmieszającym całą defensywę, golu to gwardziści „padli na kolana” i już do końca meczu się nie podnieśli, tracąc gola za golem. Kilka lat później, na ulicy Łazienkowskiej kolejne derby. Siedziałem za bramką Gwardii i dokładnie widziałem, a nawet słyszałem wszystko. Napastnik Legii, Janusz Żmijewski, wspaniały drybler, lubił „kiwać”. Ograł jednego obrońcę, drugiego, a ten trzeci odbierał piłkę. Tak było przez cały mecz i tuż przed końcem Żmijewski ograł jednego, drugiego i … trzeciego. Stanął sam na sam z bramkarzem Gwardii (chyba to był Pocialik) i wtedy usłyszałem ten wrzask golkipera: „Żmija, no co ty?!” Żmija lekko uderzył piłkę i ta wolno wtoczyła się, obok kompletnie zaskoczonego bramkarza, do siatki. Zdruzgotani kibice Gwardii w ciszy opuścili stadion. Gdyby to zdarzyło się obecnie, bankowo doszło by do awantur i bijatyk. Pomyślcie o tym przez chwilę, idąc na mecze Wisła – Cracovia czy ŁKS – Widzew.      
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  165 256  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

JANUSZ ZAORSKI reżyser, scenarzysta, aktor i...KIBIC

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 165256

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości