Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 082 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

ZIDANE

piątek, 27 lipca 2007 11:02

Film Zidane – portret z XXI wieku, pokazywany od niedawna na naszych ekranach telewizyjnych i kinowych, przynosi piłce nożnej więcej szkody, niż pożytku. Produkcja francusko-islandzka. Po co, żeby nie posądzać Francuzów o zbytni patriotyzm?! Nazwisk reżyserów, przez lojalność zawodową, nie wymieniam. Nie sądzę, żeby byli prawdziwymi fanami piłki nożnej. Wpadli na bardzo „artystyczny” pomysł, żeby pokazać mecz między Realem Madryt (w barwach którego to klubu grał Zinedine Zidane) a Villrealem, 23 kwietnia 2005 roku. Dlaczego akurat ten przeciętny mecz wybrali twórcy, nie wiadomo. Przeciętny, ligowy mecz. Kibic na pewno wolałby zobaczyć mecz o większą stawkę: finał Pucharu Hiszpanii, Champions League, że nie wspomnę o występie w drużynie narodowej w Mistrzostwach Europy, czy na Mundialu 2006 w Niemczech. Cała „oryginalność” filmu polega na śledzeniu za pomocą 17 kamer słynnego piłkarza, przez 90 minut. W przerwie meczu, przez 5 minut, dowiadujemy się, co tego dnia działo się na świecie. Nie ma to nic wspólnego z samym Zidanem czy futbolem, a tylko podkreśla jeszcze bardziej pretensjonalność całego filmu. 

       

Dlaczego tak surowo oceniam film. Otóż, pokazując w bliskich planach, a nawet detalach (zwłaszcza nogi) wspaniałego piłkarza, widz ma poczucie bezbrzeżnej nudy. Pomysł nadawał się na etiudę, maksymalnie do 10 minut. Artyści rozciągnęli 10 minut do 90. Rozumiem, że 2 x 45 minut, właśnie tyle trwa mecz. Bliskie plany sprawiają, że nie możemy „czytać gry”. Nie wiemy, czy to dobrze, że ktoś podał piłkę do Zidane, czy może inny wariant byłby lepszy. Nie wiemy, czy rację miał wybitny piłkarz, podając na lewe skrzydło, bo może trzeba było podać na prawe. Nie wiemy, gdyż sytuacje dzieją się poza kadrem! Na ekranie spocony Zidane, a na dole czasami fragmenty z wywiadów, które kiedyś udzielił prasie. Pomysł twórców filmu okazał się anty piłkarski. Wygląda to fragmentami tak, jakby V kolumna, wrogowie piłki nożnej specjalnie zrealizowali film, z którego nie można odczytać piękna gry. Czerwona kartka dla realizatorów filmu Zidane – portret XXI wieku!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Liga światowa

środa, 18 lipca 2007 15:28

Pudło w lidze światowej siatkówki przeszło polskiej reprezentacji koło nosa. Z wielu powodów. Skupię się na dwóch. Pierwszy to: nieprzejrzysty sposób liczenia. Na mistrzostwach świata, czy Europy liczą się przede wszystkim duże punkty (czyli wygrane), w lidze światowej liczy się większa ilość zdobytych punktów. Bzdura, która wypacza sens sportu. Wyobraźcie sobie, że w tenisie nie liczy się więcej wygranych setów, tylko więcej wygranych piłek. Istota sportu polega na tym, żeby zdobywać te najważniejsze punkty, decydujące o wygraniu gema czy seta. Wielokrotnie bywało, że zawodnik wygrywał w meczu więcej piłek, ale przegrywał cały mecz, gdyż w decydujących o wygraniu seta momentach, przegrywał. Na tym polega taktyka, żeby wygrywać decydujące piłki, np: 7:5, 0:6, 7:5, 0:6, 7:5. Zwycięzca wygrał 21 gemów, a przegrany 27! W rozgrywkach siatkówki w lidze światowej to przegrany byłby zwycięzcą. Taktyka i jeszcze raz taktyka! Polacy, grając z USA, wiedzieli, że wygrana powoduje, iż trafiają na mistrzów świata – Brazylię. I tu dochodzimy do sedna. Może lepiej było przegrać z USA i trafić w półfinale na Rosję. Historia sportu zna wiele takich przypadków. Na Mundialu w 1974 roku, NRF przegrała z NRD (w ten sposób zachodni Niemcy uniknęli spotkania z Holandią, we wcześniejszej fazie). Drużyny spotkały się dopiero w finale i Niemcy wygrali! Oczywiście, nie ma żadnej pewności, że Polacy wygraliby z Rosją, ale na pewno mieli większe szanse, niż z aktualnymi mistrzami świata i w dodatku czterokrotnymi zwycięzcami ligi światowej. 

Czyżby trener Lozano był przekonany, że po czternastu pod rząd zwycięstwach w lidze światowej, wobec własnej widowni (fantastycznie dopingującej Polaków), Brazylia musi przegrać z Polską? Mecz pokazał, że nie mieliśmy żadnych szans i ta świadomość rozkleiła naszych siatkarzy, który w meczu o trzecie miejsce łatwo ulegli USA, mimo że w eliminacjach był spacerek 3:0 dla Polski. Nie wywyższam się ponad trenera Lozano, ale kibic (a odkąd pamiętam zawsze byłem kibicem, a dopiero później zostałem reżyserem) ma prawo do spekulacji. Na tym polega kibicowanie, że fani sportu zastanawiają się: „co by było gdyby…” Nie dowiemy się oczywiście nigdy, ale jesienią zaczynają się mistrzostwa Europy w siatkówce. Dwa pierwsze i tylko dwa pierwsze zespoły pojadą na igrzyska olimpijskie do Pekinu. Marzy mi się finał Polska – Rosja. Jego wynik trochę wyjaśni, czy Lozano miał rację w katowickim spodku, czy też nie!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Egoizm w sporcie

piątek, 13 lipca 2007 11:50
 Dawid Janczyk stał się negatywnym bohaterem polskiej piłki nożnej. Dziewiętnastolatek  z Legii Warszawa był o krok od zdobycia nieformalnego tytułu lidera polskiej drużyny do lat 20. Wystarczyła jedna akcja, jeden faul, jedno niesportowe zachowanie wobec sędziego i w ciągu jednej minuty bohater spadł z cokołu. W mojej ocenie, Janczyk całą złość, całą frustrację, wynikającą z faktu, że piłkarze argentyńscy przewyższali polskich w każdym elemencie sztuki piłkarskiej, odreagował kopiąc przeciwnika. Po otrzymaniu żółtej kartki bluznął na sędziego, czego następstwem była, jak najsłuszniej pokazana, czerwona kartka. Janczyk zmuszony do zejścia z boiska, zamiast przeprosić sędziego, kolegów z boiska, trenera, bije sobie brawo, zadowolony z własnego występu (czytaj: występku). Opisuję tak dokładnie ostatnią minutę meczu Argentyna – Polska w Toronto, gdyż był już dawno po północy i zapewne niewielu oglądało mecz na „żywo” w telewizji. Zachowanie Janczyka dowodzi wielkiego egoizmu (tylko ja się liczę, tylko ja jestem gwiazdą). Bijcie mi brawo, zachęcał Dawid, a przecież było 3:1 dla Argentyny. Trzeba było zaczekać dwie minuty do końca meczu i wtedy podbiec do licznie zgromadzonej na trybunach w Toronto polonii i podziękować, za wspaniały doping. Po raz kolejny polscy kibice za granicą (poza kibolami Legii Warszawa) okazali się lepsi niż piłkarze. Co zrobić, żeby Janczyk zrozumiał, że zachował się po trzykroć fatalnie, w ciągu zaledwie jednej minuty? Są małe szanse. Arogancji nauczył się od starszych kolegów (tak, tak, np: Kamil Kosowski, który w rodzinnym Ostrowcu Świętokrzyskim „wypiął się” na ziomków). Woda sodowa uderzyła do głowy. Jeszcze niedawno za 25 000 PLN przeszedł z Sandecji do Legii, a dziś cena rynkowa Janczyka to 4,2 mln. i to w dodatku Euro. Smutne to. Wiem doskonale o pewnych prawidłowościach. Na umownym „zachodzie”, im ktoś wyżej w hierarchii dokonań tym skromniejszy, a u nas: na odwrót. Ten, pożal się Boże polski światek polityki, te pseudo gwiazdki z rodzinnego show-biznesu czy sportu. Kompletnie wykoślawiona hierarchia wartości i ważności. A najgorszy wszechobecny egoizm, egocentryzm i egotyzm. Drużyna osłabiona brakiem jednego zawodnika ma niewielkie szanse, by zmienić rezultat boiskowy. Janczykowi marzą się 4 mln. Euro, ale mentalnie jest na poziomie 25.000 zł. Na szczęście jest nadzieja. Taki choćby Król, reprezentant tej samej drużyny, za faul w ferworze walki ukarany drugą żółtą kartką, więc w konsekwencji usunięty z boiska, płakał schodząc do szatni. Król zrozumiał. Oby był w większości, czego Janczykowi i wszystkim piłkarzom życzę.  
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

czwartek, 23 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  164 143  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

JANUSZ ZAORSKI reżyser, scenarzysta, aktor i...KIBIC

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 164143

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl