Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 705 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

DOSTALIŚMY „KOSZA”

piątek, 28 września 2007 13:28

W natłoku sportowych informacji, ta o której chcę napisać, przemknęła niezauważona przez większość komentatorów sportowych wydarzeń. Dla mnie to był grom z jasnego nieba! Przegrana polskiej kobiecej reprezentacji w koszykówce, dwoma punktami, w meczu ze Słowacją spowodowała, iż nasze panie bezpowrotnie straciły szansę gry w czasie Igrzysk Olimpijskich. Można by rzec, że „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Rzeczywiście! Gdyby Polki przegrały mecz jednym punktem (a taka szansa była, niestety nie udało się celnie trafić rzutu osobistego pod koniec meczu), to one byłyby zwycięzcą. A tak, to koszykarki Izraela mają szansę wystąpić w przyszłym roku w Pekinie. Wystarczył jeden punkt! Przypomniał mi się jeszcze bardziej niekorzystny splot okoliczności, kiedy o awansie Bułgarek, a nie Polek zadecydowało 0,3333…itd. punkta. Tak wynikało z dodatkowej tabeli, bo duże i małe punkty oba w/w zespoły miały identyczne. Dla mnie to jakaś abstrakcja! W koszykówkę, gdzie zdobywa się 3 punkty za rzut z dystansu, 2 punkty za rzut spod kosza – odpadnięcie drużyny z kwalifikacji różnicą jednego punktu, to czysta niesprawiedliwość. Nic dziwnego, że był płacz i na parkiecie i w szatni. Obawiam się, że kończy się pewna epoka. Zrozpaczone zawodniczki noszą się z zamiarem zakończenia kariery sportowej, przynajmniej reprezentacyjnej. Małgorzata Dydek, koszykarka znana na całym „basketowym” świecie, była podporą polskiej reprezentacji w 1999 roku. Ten pamiętny dla polskiej kobiecej koszykówki rok był przełomowy. Tytuł mistrzyń Europy zdobyty w katowickim spodku był sensacją roku. Żadna polska stacja telewizyjna, nie wierząc w sukces, nie transmitowała meczów o mistrzostwo Europy. To właśnie kobieca koszykówka udowodniła, że można być najlepszymi. Pękła bariera niemożności, że podobno Polki i Polacy to naród indywidualistów i dlatego nie odnosi sukcesów w sportach zespołowych. Za koszykarkami poszły siatkarki, siatkarze, piłkarze ręczni…Szkoda, że nie będzie kontynuacji. Drużyna wypaliła się. A przecież jeszcze niedawno, zarówno Dydek jak i Bibrzycka, były wybierane najlepszymi koszykarkami starego kontynentu. Obym nie czekał na następny sukces polskiej, żeńskiej koszykówki tak długo, jak na sukcesy mężczyzn, tzn. od 1962 roku.

Z wycieczką szkolną byłem na Mistrzostwach Europy we Wrocławiu i nigdy nie zapomnę meczu, który Polakom otworzył drogę do walki o złoto. W półfinale „nasi” zmierzyli się z reprezentacją Jugosławii, potęgą w koszykówce, gdzie dwaj gracze: Korać i Daneu byli zawsze wybierani do najlepszej „piątki” każdego turnieju. Po wspaniałym meczu Likszo, Wichowski, Piskun, Łopatka i Dregier wspomagani Olejniczakiem i Frelkiewiczem wygrali wyraźnie. 45 lat czekam przynajmniej na wyrównanie sukcesu i zdobycie przez męską reprezentację tytułu wicemistrzów Europy!    
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Tenis na zakręcie?

środa, 19 września 2007 16:04

Niepokojąca wiadomość dla miłośników tenisa w Polsce. Turniej J&S Cup po raz ostatni zostanie rozegrany na kortach Warszawianki, na przełomie kwietnia i maja przyszłego roku. Z międzynarodowego kalendarza wypchnął nas turniej kobiecy w Strasbourgu. Wielka szkoda, i to w momencie, kiedy Agnieszka Radwańska zajmuje 30 miejsce na świecie i grałaby wreszcie po raz pierwszy bez dzikiej karty, którą np.: można by przyznać jej siostrze. Szkoda, tyle lat obserwowałem najlepsze tenisistki od Venus Williams przez Kuźniecową do Clijsters.  Mam nadzieję, że kłopoty Ryszarda Krauzego i jego firmy Prokom nie odbiją się negatywnie na turniej mężczyzn (przełom lipca i sierpnia).

Krauze, to przede wszystkim miłośnik koszykówki, którą z sukcesami uprawiał. Monika, córka pana Ryszarda wykazała talent tenisowy i jak to bywa u wielu rodziców, biznesmen z Trójmiasta zaczął inwestować w tenis. Córka, wraz z innymi tenisistkami, ukończyła na Florydzie słynną akademię Bolitieriego. Ojciec nie zatrzymał się wpół, zainwestował w stypendia dla najzdolniejszych (między innymi debel Fyrstenberg/Motkowski), wybudował piękne korty (prawie 30) na terenie stadionu Arki Gdynia i chcąc zdusić gniew piłkarskich kibiców, sfinansował budowę nowego stadionu Arki w nowym miejscu. Widać więc wyraźnie, że piłka nożna pojawiła się konsekwentnie, ale trochę przypadkowo w kręgu sportowych zainteresowań Ryszarda Krauzego. Istnieje niebezpieczeństwo, że rychły już proces przeciwko działaczom, trenerom i piłkarzom Arki Gdynia położy się cieniem na biznesmenie. Obawiam się, podobnie jak wielu kibiców z którymi rozmawiałem, że okoliczności mogą zniechęcić, bądź nawet zmusić do zrezygnowania ze sponsorowania już nie tylko piłkarskiego klubu Arka, ale również klubu koszykarskiego, a być może tenisowego. Wycofanie się z pomocy tenisowi to już klęska, nie tylko w Trójmieście, ale paraliż tej dyscypliny w całym kraju. Osobiście w to nie wierzę, ale przypomina mi się tenisista z NRD, bodajże Emmerich, którego w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, w strachu przed ucieczką na zachód, „wypuszczano” na turnieje tenisowe tylko do Polski, Czechosłowacji, Bułgarii, Rumunii i na Węgry. Większość przeciwników Emmerich ogrywał, ale nie mogąc mierzyć się z najlepszymi na zachodzie, zakończył karierę. Oby z powodów już nie politycznych, ale finansowych taki los nie spotkał młodych polskich tenisistów i tenisistek. Na koniec banał, ale trzeba go przypominać. Nie porównując się z najlepszymi, stoimy w miejscu, a właściwie cofamy się.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

„DWUMECZ”

poniedziałek, 17 września 2007 11:43

Wiadomo nie od dziś, że można wszystko powiedzieć o umiejętnościach (lub ich braku) polskiej reprezentacji w piłkę nożną, poza jednym: że jest to drużyna turniejowa. Raz tylko w całej historii polskiej piłki „kopanej” było inaczej. Za czasów trenera Kazimierza Górskiego (dlatego wielkim trenerem był!). 3 x (słownie: trzy razy) odnieśliśmy sukcesy turniejowe. Igrzyska Olimpijskie w Monachium w 1972 roku. Wygrane z : Kolumbią 5:1, z Ghaną 4:0, z NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna) 2:1, remis z Danią 1:1, wygrane z ZSRR 2:1, Marokiem 5:0 i finał 2:1 z Węgrami o złoty medal olimpijski. Sześć wygranych i jeden remis! W ciągu 14 dni, 7 meczów!

Kolejny sukces turniejowy drużyny Górskiego to MUNDIAL 74 w Niemczech (wtedy Niemiecka Republika Federalna). Wygrane z Argentyną 3:2, Haiti 7:0, Włochami 2:1, Szwecją 1:0, Jugosławią 2:1, porażka z NRF 0:1 i wygrana z Brazylią 1:0 w meczu o trzecie miejsce na świecie! W 1976 roku w Montrealu to jeden remis, trzy zwycięstwa i „tylko” srebrny medal po przegranej 1:3 z NRD.

Potem było gorzej. Co prawda drużyna Piechniczka również zajęła trzecie miejsce na świecie w 1982 roku, ale po drodze zanotowała aż trzy remisy, jedną porażkę i tylko trzy zwycięstwa. Pozostałymi meczami: na Mundialu 1986 (tylko jedna zdobyta bramka), 2002 (dwie porażki i jedno zwycięstwo) oraz 2006 (również dwie porażki i jedna wygrana) nie ma się co chwalić. Mecze te udowadniają, że w pojedynczych meczach możemy wygrać z najlepszymi (i przegrać z najsłabszymi), ale w turniejach rangi Mistrzostw Świata czy Europy, Polska reprezentacja grać nie potrafi.

Podobnie jest z dwumeczami. Jeżeli dobrze idzie nam w sobotę (remis z czwartą aktualnie drużyną świata –Portugalią, jest dużym sukcesem), to w środę ledwo, ledwo wymęczony remis z Finlandią, która jest w kwalifikacji FiFa daleko za nami.

Na szczęście 13 października gramy tylko jeden mecz u siebie z Kazachstanem. Jest poważna szansa na wygraną, bo 17 października męczyć się będą na boisku inni (nasza reprezentacja, podobnie jak fińska, rozegrały o jeden mecz więcej). Kibicuję drużynom: Belgii i Armenii i was do tego namawiam, aby w/w reprezentacje przynajmniej zremisowały z Finlandią i Serbią, odbierając naszym konkurentom punkty i wtedy w ostatnim „dwumeczu” możemy wygrać u siebie z Belgią w sobotę, bo cztery dni później napewno nie damy rady „na wyjeździe” Serbii. Nie chcę „krakać”, ale ten „czarny scenariusz” jest wielce prawdopodobny i może zabraknąć jednego punktu, aby awansować o finał w 2008 roku w Austrii i Szwajcarii.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  165 258  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O moim bloogu

JANUSZ ZAORSKI reżyser, scenarzysta, aktor i...KIBIC

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 165258

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości