Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 082 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

BAL

poniedziałek, 04 lutego 2008 18:12

W ostatni weekend karnawałowy wybrałem się z przyjaciółmi na „Bal Mistrzów Sportu Warszawy 2007". Pomysł, aby bale urządzać w nowo oddanych halach sportowych, uważam za świetny, dzięki temu, w ciągu ośmiu lat (bo tyle trwa plebiscyt), poznałem kilka nowych hal i mogę świadczyć, że się „buduje na sportowo". W czasach PRL-u był nawet przepis, że jeżeli z powodów nadrzędnych likwiduje się boisko czy kort, to trzeba stworzyć nowy w tej samej dzielnicy. Przepis był, ale martwy. Budując Trasę Łazienkowską, zlikwidowano osiem kortów tenisowych „u Jelonka", gdzie sam często grałem. Po wielkich bojach, po wielu latach odbudowano, lecz tylko dwa. Zostawmy przeszłość. Hala na Kabatach, przy ulicy Pileckiego (wspaniały patron!), może pomieścić około 3 tysięcy widzów. Otylia Jędrzęjczak tak zmonopolizowała bal (szóste zwycięstwo z rzędu), że nie wiem, czy ktokolwiek w przyszłości może poprawić to osiągnięcie. Sportowcy, jak zwykle na zawodach (Otylia w Pekinie), lub obozach treningowych (drugi na mecie plebiscytu: Plawgo). Jedyny sposób, aby była frekwencja, to wynająć Stadion Narodowy (jak go wreszcie zbudują), i wtedy 55 tysięcy kibiców, w pierwszy dzień lata, 23 czerwca, będzie świętowało ogłoszenie plebiscytu na najlepszego sportowca. W hali przy Pileckiego, mimo aktywnych starań zespołu Bajm, udało się jednak porozmawiać. Cieszę się, że poznałem osobiście mistrza, Bohdana Bartosiewicza, rocznik 1918. Rówieśnik II Rzeczpospolitej to brązowy medalista Mistrzostw Europy w koszykówce, rozegranych w 1939 roku na Łotwie. Dodajmy, że poza koszem grał z sukcesami w Polonii Warszawa, Społem i AZS-ie w siatkówkę i szczypiorniaka. Wielokrotny mistrz Polski, po wojnie trener wielu reprezentantów i reprezentantek kraju. Pełen wigoru 90-latek, to niezła gratka dla dziennikarzy. Ciekaw jestem, czy któryś z nich zrobi wywiad-rzekę z mistrzem Bartosiewiczem. Trzeba się spieszyć. W osobie pana Bohdana mamy kapitalną szansę na poszerzenie znajomości historii polskiego sportu na przestrzeni ponad siedemdziesięciu lat! Na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy pracowałem w TVP na Woronicza, byłem inicjatorem tzw.: rejestracji. Chodziło o to, by leciwe już osoby, z pozycją i znaczącym dorobkiem, zarejestrować przy pomocy kamery i mikrofonu. Te wielogodzinne rejestracje mogłyby w przyszłości służyć reżyserom, dokumentalistom, czy historykom w powstawaniu różnych filmów i audycji. Nie wiem, jak to obecnie wygląda, ale warto posłuchać ludzi-legend, do których na pewno należy Bohdan Bartosiewicz oraz drugi mój rozmówca na Balu Mistrzów: Ryszard Szurkowski. O mistrzu kolarstwa napiszę już niebawem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

TSUNAMI

poniedziałek, 28 stycznia 2008 11:07

Tsunami to niszcząca fala, powstała w wyniku ruchu tektonicznego. Jo-Wilfried Tsongo dostał ten przydomek od dziennikarzy akredytowanych przy Australian Open. Od pierwszej rundy, kiedy ciemnoskóry Francuz, nierozstawiony w turnieju, zajmujący dopiero 39 miejsce w światowym rankingu, zaczął zmiatać z kortu przeciwników, zastanowiłem się, jak daleko zajdzie. Po półfinałowym zwycięstwie nad numer 2, Nadalem, wydawało się, że nikt nie zatrzyma Jo Tsunami. Pierwszy set finału potwierdził tę opinię, ale impet zaczął ustępować. Młodszy Djokovic wygrał. Młodszy tylko dlatego, że Tsonga o dwa lata starszy od Serba, bardzo późno zdecydował się na tenis, przedtem rozdrabniając się na inne dyscypliny sportowe. Paradoksalnie, młodszy wygrał rutyną, obyciem na korcie. Nawet laik tenisowy dostrzegłby, iż w czwartym secie Novak Djokovic maiał kłopoty z nogą. Tsunami ominęło nogę. Zamiast zmusić Serba do biegania, Francuz, wobec własnej defensywnej taktyki, musiał biegać po korcie. Przerwa wykorzystana na masaż uda, jeszcze bardziej zdeprymowała francuskiego tenisistę. Myślę, że kibice mieli dosyć agresywnego i nachalnego dopingu w wykonaniu wojowniczej grupki serbskich fanów Djokovica. Po meczu Tsonga, który ma niezłe zadatki na showmana powiedział: „Myślę, że mój tenis jest lepszy niż mój angielski". Dostał wielkie brawa i, podobnie jak Djokovic, dołączył do tej nielicznej grupy tenisistów, o których się mówi, że „mają publiczność za sobą". Kibic jest kapryśny, nie chce, aby ciągle wygrywali starzy mistrzowie. Dlatego Tsonga i Djokovica bardziej będą pamiętać za to, że wyeliminowali mistrzów: Nadala (nr 2) oraz Federera (nr 1), niż za finał, który nie stał na zbyt wysokim poziomie. Kibice, ale przede wszystkim buchmakerzy, są zadowolenia jak nigdy. Same fuksy. Wystarczy uzmysłowić sobie, że w żadnej grze (singel, debel, mieszana), zarówno wśród pań, jak i panów, w finale nie zagrali zawodnicy rozstawieni z nr 1 czy 2. Fale tenisowego tsunami zmiotły faworytów i bardzo dobrze, to jedna ze wspaniałych cech sportu: „Mistrz nie będzie pewny dnia, ani godziny".


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

RADWANSKI SISTERS

poniedziałek, 28 stycznia 2008 10:09

Jak przegrywać, to w dobrym towarzystwie. Agnieszka Radwańska odpadła w ćwierćfinale Australian Open (wszyscy w Polsce popełniają błąd, bo mówi się: Ostreljen) razem z Sereną i Venus Williams. Sądzę, że już niedługo w tenisowym świecie pojawią się nowe siostry: Agnieszka i Urszula Radwańskie. Syrena i Wenus bardziej myślą o modzie, kreacjach na wybiegu i medialnej karierze, niż o porządnym tenisowym graniu. Spuszczone ze smyczy przez tatusia - potwora, który katował je bezdusznym treningiem, usamodzielniły się wreszcie. Coś mi się wydaje, że w przyszłym roku sporadycznie będziemy widywać siostry Williams na korcie, i to bardziej w pokazówkach, niż turniejach Wielkiego Szlema. Siostry z USA dostały bardzo bolesną lekcję od nastolatek z Serbii. W kolejce dobierania się do skóry pannom Williams czeka kilka „zgłodniałych" Rosjanek. A propos Rosjanek, wielkie sukcesy Agnieszki Radwańskiej zostały bardzo zauważone. Wygrane z nr 2, Kuźniecową, a potem z nr 14, Pietrową to świetna passa starszej z sióstr. Zbyt optymistycznie podszedłem do spotkania Radwańskiej z Hantuchovą, wręcz upatrując w Polce faworytkę. Słowaczka zagrała tak, jak powinna grać Radwańska: ostro i agresywnie. Goniła Polkę, od jednej bocznej linii do drugiej, nie dając chwili wytchnienia. Zaskoczona dynamiką zagrań Danieli, Agnieszka pogubiła się. Hantuchova sądziła, że taka sama taktyka wystarczy na Anę Ivanovic. Gdyby Słowaczka wygrała jeszcze dwa gemy, to Serbka albo by odpuściła, albo się załamała. Po ośmiu gładko przegranych gemach, Ana zaczęła się odgryzać i stało się niemożliwe! Losy spotkania odwróciły się diametralnie, w efekcie, pewna swego Słowaczka poległa 6:0, 3:6, 4:6. Kolejny mecz, gdzie ta, która wygrała więcej piłek, przegrała mecz. Bo w tenisie trzeba, jak w życiu, zdobywać te najważniejsze punkty. Chciałbym bardzo, aby te decydujące piłki wygrywały Radwanski sisters.

P.S. "It is a long way to Tiperrery"! Siostry Bondarenko wygrały debla w Ostrejlen Ołpen!


I co na to Agnieszka i Urszula?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

czwartek, 23 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  164 147  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     

O moim bloogu

JANUSZ ZAORSKI reżyser, scenarzysta, aktor i...KIBIC

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 164147

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl